Wyprzedaż garażowa - nowa moda?
czwartek, 19 czerwca 2008 22:11:16
Nie ma chyba osoby, która by nie wiedziała, co to jest wyprzedaż garażowa. Bardzo znane i popularne w Stanach sprzedawanie przeróżnych rzeczy znalezionych w domu. Motyw? Bardzo różne. Zarobienie kilku groszy, pozbycie się staroci, przeprowadzki, remontu, pozbycie się zbyt dużej ilości rozmaitych przedmiotów albo przedmiotów po prostu niepotrzebny i nieużywanych od dawien dawna.
Jeśli chodzi o tę kategorię ostatnią, to chyba jesteśmy przodownikami. Nie ma u nas w domu dwudziestu centymetrów kwadratowych wolnej, poziomej powierzchni. Każdy wolny centymetr jest zastawiony "pierdółkami" i jak ja to mówię - zbieraczami kurzu. Nie są one brzydkie, ale jest ich zdecydowanie za dużo, a jak jest rzeczy za dużo, to nie wyglądają one ładnie. Nie lubię, jak jest naćkane na półkach.
Po wakacjach planujemy remont. Nie mamy gdzie tego wszystkiego przechować. Wyrzucić? Tyle rzeczy? Przecież one są ładne, praktyczne i niezniszczone. Dać komuś używane? Nie wypada. Wyrzucić szkoda. Pozostaje wyprzedaż garażowa, albo aukcja internetowa. Z aukcją taką to za dużo zachodu. Trzeba pocykać zdjęcia, wystawić na aukcję, wysłać. Lepiej zrobić wyprzedaż garażową i po sprawie. Jak coś zostanie, to się wyrzuci, a cenniejsze rzeczy wystawi na aukcję.
Nie mam zielonego pojęcia, czy to w ogóle ma jakikolwiek sens... No kto przyjdzie na taką wyprzedaż garażową? Masa przeróżnych rzeczy leżąca na bracie stołu pod czyimś domem... A Ty byś przyszedł? Kupił byś coś? Może nawet z czystej ciekawości tak zupełnie przez przypadek był w okolicy niby na spacerze, ale okiem rzucił na te drobiazgi?
Jak myślisz? Przyjmie się to w naszym kraju?

Agacia
komentarze [2]

One day...
środa, 27 lutego 2008 16:06:47
One day I'll be back...

Agacia
komentarze [0]

Życzenia
sobota, 22 grudnia 2007 13:38:02
Pachnącej lasem choinki,
Na stole wódki i szynki,
Wesołych kolędników,
Podarków bez liku,
Seksu na śniegu,
Mniej życia w biegu!
Dużego Bałwana
I zabawy do rana.

Agacia
komentarze [0]

Love is gone...
środa, 7 listopada 2007 21:22:36
Now that the love is gone...
What are we suppose to do
After all that we've been through
Where everything that felt so right is wrong
Now that the love is gone
Love is gone....
What are we suppose to do
After all that we've been through
Where everything that felt so right is wrong
Now that the love is gone
There is nothing else to proof
Now you still deny the simple truth
Can't find the reason to keep holding on
Now that love is gone
Love is gone...
Now that the love is gone
The love felt so right so wrong
Now that the love is gone
I feel so hurt inside
Feel so hurt inside
Got to find a reason
What are we suppose to do
After all that we've been through
Where everything that felt so right is wrong
Now that the love is gone
There is nothing else to proof
Now you still deny the simple truth
Can't find the reason to keep holding on
Now that love is gone
Love is gone...
Got to find a reason
Got to find a reason
Got to find a reason
Got to find a reason
Got to find a reason
To hold on
Love...
There's nothing left for us to say
Love...
Why can't we gently walk away
What are we suppose to do
After all that we've been through
Where everything that felt so right is wrong
Now that the love is gone
There is nothing else to proof
Now you still deny the simple truth
Can't find the reason to keep holding on
Now that love is gone
Love is gone...
What are we suppose to do
After all that we've been through
Where everything that felt so right is wrong
Now that the love is gone
Love is gone...

Agacia
komentarze [3]

Tylko miłość jest domem, w którym możemy mieszkać.
niedziela, 4 listopada 2007 14:07:22
Miłość oznacza rozprowadzać ciepło,
Nie dusząc się przy tym wzajemnie.
Miłość oznacza być ogniem,
Ale wzajemnie się nie spalać.
Miłość oznacza być zupełnie blisko siebie,
Jednak bez chęci zawładnięcia drugim.
Miłość oznacza dużo od siebie oczekiwać,
Jednak bez kurczowego trzymania się.
Miłość to wielka przygoda
ludzkiego serca.
Ludzie dochodzą do życia,
Gdy czują serce drugiego.
Miłość to jedyna droga,
Na której ludzie stają się ludźmi.
Tylko miłość jest domem,
W którym możemy mieszkać.

Agacia
komentarze [0]

Przesądy, zabobony, wróżby, itp.
piątek, 26 października 2007 15:07:00
Piątek trzynastego, nie kładź torebki na podłodze, usiądź i policz do dziesięciu, nie wstawaj lewą nogą, czarny kot, itd. Można by tego wymieniać w nieskończoność. Gdzie się nie obejrzymy, to ktoś coś powie lub coś zobaczymy. Zabobony są od lat. Teraz jesteśmy bombardowani przeróżnymi horoskopami, numerologią i magią. Jak czytam gazetę to z ciekawości zdarzy mi się przeczytać horoskop, ale nie wierzę w to, a tym bardziej sie do tego nie stosuję. W każdej gazecie jest co innego napisane. Czyżby gwiazdy się myliły? A może tylko zmieniają zdanie? Nie będę wnikać w prawdziwość horoskopów, bo nie wiem na jakiej zasadzie to "działa" i skąd się biorą pomysły na ich treść. Po prostu nie wierze w nie.
Jako mała dziewczynka robiłam sobie wróżby. Każdy w szkole podstawowej robił "wyliczanki" kto kogo kocha, a kto z kim weźmie ślub. Zabawy małych dzieci. Teraz się z tego śmieję :-) A co z poważnymi wróżbami i wróżbitami? No cóż, tez podchodzę do nich sceptycznie. Chciałabym wiedzieć co mnie czeka. Z drugiej strony po co? Więcej przyjemności niosą ze sobą niespodzianki. I tak mam wpływ na to, co jest ode mnie zależne. Jasnowidze i uzdrowiciele. Nie przeczę, że mogą mieć jakąś moc. Ja jestem typem niedowiarka. Może jakbym się przekonała na własnej skórze, to bym uwierzyła. Taki jeden mężczyzna ostatnio powiedział memu ojcu, że się w koło niego kręci jakaś blondyna, i że ma dwie żony. Ta blondyna to pewnie ja, a ta drugą żoną to pewnie moja babcia, która od kilku tygodni z nami mieszka i gotuje pyszne obiady. Naukowcy dowiedli, że jasnowidze nie są w stanie przewidzieć, gdzie jest porwana osoba, lub gdzie morderca ukrył ciało. Ale nie rozdrabniajmy się.
Ludzie od zalania dziejów są przesądni. Czarny kot to jest starszy chyba od wszystkich zabobonów. Jeszcze mi się przypomniały siostry zakonne. Podobno przynoszą pecha jak jest ich parzysta liczba i jak nie mają torebek. Słyszałam o wypadku tuż po tym jak minęli 4 siostry zakonne w habitach idące jedna za druga przez środek pola. Na szczęście nie było większych obrażeń.
Można wszystko wyjaśnić psychologią. Psychologia to nauka zajmująca się naszym umysłem. W otoczeniu, w którym żyjemy są zdarzenia, które są zależna od nas i mamy na nie wpływ pośredni lub bezpośredni oraz zdarzenia, na które nie mamy żadnego wpływu. Niezależnie od tego, czy mamy wpływ, czy też nie, człowiek wierzący w zabobony i przesądy swoje niepowodzenia tłumaczy siłami wyższymi i silniejszymi od niego samego. Dlatego np, jak sie coś nam nie udaje, to mówimy, że wstaliśmy lewą nogą, albo to pewnie przez tego czarnego kota z przed tygodnia. Wielu ludzi nie jest w stanie przyznać się do własnych błędów. Wygodniej i łatwiej jest im zrzucić winę na siostry zakonne bez torebek. Jest jeszcze jedna sprawa. Jak np. ktoś posłodzi i zamiesza naszą herbatę, to później zastanawiamy się i myślimy tylko o tym, że sie pewnie pokłócimy (kolejny przesąd). Nie to, że człowiek oczekuje kiedy to się zdarzy, to czasem nawet tak kieruje zdarzeniami i sytuacjami, że do tego dochodzi - kłóci sie np ze swoim najlepszym przyjacielem, z którym sie nigdy wcześniej nie kłócił.
Przez takie uzależnienie od przesądów, człowiek nie jest w stanie korygować swoich błędów. To, że wypłata szybko się kończy, to nie wina postawionej raz torebki na podłodze, a tego, że wydajemy za dużo. Bezgraniczne wierzenie w te siły nadprzyrodzone ogranicza nasze pole postrzegania.
Mnie się niestety, albo i stety, zdarzy jedno z zachowań przesądnej osoby. Jak się mnie ktoś pyta, to mówię, że jestem przesądna. Zaliczam się do grupy osób, która dmucha na zimne. Wierze, że należy robić wszystko, co ma pomóc i wystrzegać się wszystkiego, co może kusić los. Nie kładę torebki na podłodze nie dlatego, bo pieniądze uciekają, tylko po to by ich za dużo nie wydawać. To chyba ucieczka przed przyznaniem się przed samym sobą, że wierze w zabobony. Czasem zależy nam na czymś tak bardzo, że robimy wszystko, aby nam wyszło i poszło po naszej myśli. Odprawiamy wtedy rytuały, których normalnie nie robimy. Wiele osób się modli, albo żegna mimo, że nie są praktykującymi katolikami, albo są sceptyczni co do istnienia Boga.
Przyznajcie się ile razy sie złapaliście na jakiś dziwnych rytuałach? Ile razy zwracaliście komuś uwagę, aby tak nie robił, bo coś tam? Ile razy ktoś wam zwracał uwagę na ten temat? W ile przesądów wierzycie? Ile zabobonów odniosło sukces? Ile zabobonów was uratowało od złego? Czego nie przestrzegaliście i uważacie, że to jest powodem waszej porażki?

Agacia
komentarze [0]

Związek mężczyzny, a związek kobiety...
czwartek, 16 sierpnia 2007 17:04:34
Dwoje ludzi się poznaje. Zakochują się w sobie bezgranicznie. Wszystko jest takie piękne i cudowne. Jest euforia. Jedno i drugie krzyczy wniebogłosy "kocham Cię". Dni mijają, a miłość kwitnie. Wspólne spacery, posiłki. Godzinami mogą na siebie patrzeć, przytulać, całować i trzymać za rękę. Mówią cobie nawzajem co czują do siebie. Jest po prostu jak w bajce. Uniesienia miłosne są fantastyczne. Zawsze coś nowego i wyjątkowego. Nigdy takie samo.
Z czasem się wszystko zmienia. Na pozór jest tak samo, ale jakby tak zgłębić związek coś nie pasuje. Spacery odchodzą w zapomnienie. Nie ma takiej euforii. Emocje opadają. Ona mówi Mu, że go kocha, a On Jej odpowiada, że On to wie, i że nie musi Mu tego mówić. Uczucia odchodzą na dalszy plan. Były kiedyś ważniejsze. Teraz się o tym nie mówi. Mężczyzna wychodzi z założenia, że jest dobrze jak jest. Kochają się i nie trzeba o tym mówić, nie trzeba tego powtarzać, bo po co? Przecież się nic nie zmieniło! Nie trzeba się już angażować, bo nie ma o co się starać, bo przecież Oni są już razem. On się czuje bezpiecznie. Ma kobietę, którą kocha, a ona kocha Go i mogłaby chodzić ze sztandarem z napisem "kocham swojego mężczyznę". On nie, bo nie musi. Nie ma takiej potrzeby. Po co się starać i otaczać każde zdarzenie tajemniczością i fantazją. Przecież tutaj chodzi o to, aby zeszło ciśnienie z mężczyzny i o kilku sekundowy orgazm. Traktują to jak jakąś pracę lub "robotę". Przecież się nic nie stanie, bo są szczęśliwi ze sobą i są razem. Ona jest Jego, a On Jej. Przyjmuje za fakt to, że są jednością i się kochają bezgranicznie, ale nic szczególnego nie robi w tym kierunku aby to okazać. Przecież się nic nie zmieniło przez te kilka tygodni, miesięcy czy lat! Wychodzi z założenia, że Jego kobieta powinna czuć i wiedzieć o uczuciach swojego mężczyzny.
Kobieta zaczyna się martwić. Na początku było jak w bajce, a teraz? Teraz jest tak nijak. Tak normalnie. Nic nadzwyczajnego. Dosłowny dzień świstaka... Dzień w dzień to samo. Brak spontaniczności i fantazji. Odnosi wrażenie, że uczucia mężczyzny zamarzają. Już nie mówi o uczuciach, bo po co. Kobieta próbuje coś wyciągnąć od Niego. Robi podchody. Mówi o swoich uczuciach. Nie zmyśla, ale mówi szczerze. Później mówi o swoich obawach i lekach. Żali się, że nie czuje się kochana. Zaczyna mieć wątpliwości, czy to aby na pewno jest ta miłość. Może On Jej tak naprawdę nie kocha. Kiedyś może kochał, ale teraz to chyba się Mu już znudziła. Może ma inną? Jedna rozmowa, druga rozmowa i rezultaty takie same, tzn. brak rezultatów. "No przecież kocham Cię! Nie czujesz tego?" No widocznie nie, skoro powstał ten temat poruszony. Kobieta chciałaby oddać całą siebie swemu mężczyźnie. Jak kocha, to stara się, kombinuje, wymyśla, fantazjuje! Rzadko kiedy przestaje to robić. Ma więcej ochoty na igraszki. Niestety odechciewa się wszystkiego jak nie widzi takiego samego entuzjazmu z drugiej strony. Takie podejście zniechęca do wszystkiego. Kobieta lubi wiedzieć na czym stoi. Lubi słyszeć od ukochanego, co Ten do Niej czuje. Lubi pieszczoty i poczucie bycia potrzebną.
Mężczyzna zaczyna się czuć zbyt pewny w związku. Kobieta przeciwnie. Nie czuje sie pewnie i odczuwa lek i strach. Zaczyna mieć wątpliwości, których mieć nie powinna i by nie miała, gdyby Jej mężczyzna nadal się angażował w związek. Wychodzi na to, że nigdy go końca, nie można dać drugiej osobie 100% pewności. Mężczyźnie jak i kobiecie, a zwłaszcza mężczyźnie. Czuje się bardzo bezpiecznie z przy swojej kobiecie i nie odczuwa potrzeby walki o nią. "A przecież nie chodzi o to, aby złapać króliczka, tylko o to, aby go gonić cały czas". Kobiety lubią być zdobywane. To nie chodzi o żadne drogie prezenty. Naprawdę potrzeba nie wiele. Nieoczekiwany buziak, ciepły uścisk. Raz na jakiś czas powiedzieć drobny komplement, który uspokoiłby ich serce. To tak niewiele kosztuje, a potrafi rozpalić na nowo żar, który przez zaniedbanie przygasł.
"Związek bez seksu to jak wino bez winogron." (A. Neustatter)
"Że dwoje ludzi potrafią żyć razem, jest jednym z największych cudów. W większości jednak nie potrafią, co zresztą jest zamaskowane tym, że również nie potrafią żyć osobno." (Herbert Marcuse)

Agacia
komentarze [2]

Stolica goni za modą?
niedziela, 22 lipica 2007 09:56:38
Moda zmienia się wraz z porami roku. To co jednej zimy było trendy, to już kolejnej nie jest. Coraz częściej bycie modnym polega na rozgrzebaniu szafy babci, która jest pełna modnych wzorów i krojów. Przecież już nic zupełnie nowego się nie wymyśli! Moda można by powiedzieć, że powraca. Dzwony z lat siedemdziesiątych, rurki z lat osiemdziesiątych, itd.
Nigdy za modą nie szłam. Albo chodziłam w tym co miałam, bo pełno ciuchów dostawałam od rodziny z zachodu, albo wyprzedzałam modne o sezon lub dwa. Nigdy nie podobały mi się rzeczy "modne". Miałam zawsze swój styl i nigdy nikogo nie naśladowałam. Nie lobię być ubrana tak jak inni. Fakt, kiedyś będąc dzieckiem chciałam sie ubierać jak Spice Girls :-P ale to chyba jak każda mała dziewczynka w tamtych czasach.
Wczoraj przyjechała do mnie koleżanka ze stolicy ze swoimi trzema koleżankami. Przyjechały na zakupy, bo w warszawie drogo bardzo. Od sklepu do sklepu. Dziewczyny zajęły się czymś, a ja stanęłam z boku. Nie miałam co robić to zaczęłam je obserwować. Nie znam ich, te trzy pierwszy raz widzę. No i nareszcie coś do mnie dotarło! Już wiem, czemu tak zerkają na mnie... Jak byłam ubrana? Czarne pół buty z czubem na klockowatym ściętym obcasie - moje ulubione. Cieszę się ze wytrzymały już dwa lata i nadal wyglądają jak nowe. Jeansy ciemno granatowe, oczywiście dzwony biodrówki z koronkowymi naszyciami na tylnych kieszeniach. Koszula z kołnierzykiem w różowo pomarańczową kratę w różnych odcieniach 100% cotton. Uwielbiam ja, bo jest bardzo wygodna, podkreśla moje kobiece kształty. Na to marynarka jasno beżowa. Złapałam ja jako pierwszą, bo była pod ręką. Sądziłam, że wyglądam normalnie i nie mają powodów, by patrzeć na mnie jak na kosmitkę. Zaczęłam się im przyglądać. Każda z nich miała na sobie takie same buty. Różniły się tylko kolorem. Ja je nazywam ciżemkami. Wyglądają jakby podeszwy nie miały, ledwo zakrywające palce i z ół okrągłym przodem. Spodnie oczywiście jeansy czarne rurki o 10cm za długie i zwijające się przy kostce. Bluzki to różne miały, ale raczej nie o regularnych kształtach, pozakładane jedna na drugą. Do tego chustka w koło szyi. Trzy z nich miały płaszczyki do pasa rozszerzające się, dwa czarne z wielkimi guzikami, a jeden beżowy. Czwarta z nich miała normalny dłuższy i prosty płaszcz, ale też czarny. Torby wielkie i różnokolorowe. Jedna z dziewczyn miała zamiast rurek getry trzy czwarte a na nie jeansową spódniczkę mini do kolan. Później popatrzyłam na siebie no i cóż. Okazało się, że ja kompletnie do nich nie pasuję. Czułam się tak trochę dziwnie. Wyglądało na to, jakby mnie nie było stać na coś modnego, albo gorzej jeszcze - jakbym nie wiedziała co się teraz nosi!!!
Najbardziej mnie rozbawił tekst dziewczyn. Szukały pewnego sklepu młodzieżowego (nazwy nie podam, aby nie było krypto reklamy) po to, aby kupić sobie takie same płaszczyki, jak te dwie z nich miały. A co to za przyjemność być ubranym tak jak wszystkie? Każda taka sama, w ogóle nie wyróżniająca się? Moda polega na tym aby zginąć w masie tych samych, często tandetnych ciuchów? Gdzie się podziało przekonanie, że należy się wyróżniać, by ktoś nas zauważył w tłumie?
W sumie nie przejmowałam się tym. Mnie po prostu moda nie imponuje. Jak widzę coś, co mi sie podoba, to kupuję. Nie musi to być najnowszy krzyk mody. Wystarczy, aby mi się podobało i było wygodne. Czy mam swój styl? Yyy chyba nie, ale noszę głównie dzwony. Potrafię się ubrać na wiele sposobów, bo w mojej szafie są różne rzeczy i nie chcę tego zmieniać. Chodzę czasem do sklepów popatrzeć na ciuchy, ale rzadko coś kupuję, bo nie widzę nic dla mnie fajnego. Albo kiepski materiał, albo krój niedopracowany i leży jak jakaś szmata. Może mam taką figurę, że na mnie wszystko tak co modne leży?
Zastanawiałam się, kto jest biedniejszy (nie w sensie finansowym). Czy ja, która muszę borykać się ze spojrzeniami osób, które gonią modę jak tylko mogą, czy Ci, co więcej czasu spędzają w sklepach na kupowaniu nowych i coraz to modniejszych ciuchów, lub samemu na własną rękę przerabiają to co znaleźli w szafie babci na coś co "nadawałoby się do założenia" w sensie, że spełniałoby kryteria obowiązującej mody.

Agacia
komentarze [3]

Mam już dość...
środa, 18 lipica 2007 09:55:22
Mam już dość i udawać dłużej nie potrafię,
Ty i ja rozbitkowie na tonącej tratwie.
S.O.S wołam lecz nikt chyba nie widzi co ze mną dzieje się.
Koniec nas już na horyzoncie ciemna chmura,
nie ma szans nie tym razem chyba się nie uda
w deszczu łez moknę,lecz nie umiem powiedzieć wprost
już nie kocham cię
Bez pożegnania więc
Odchodzę dłużej tak nie wytrzymam
chcę być znowu szczęśliwa nie mam już sił
udawać,że coś jest między nami.Wybacz nie chcę cię ranić zapomnij mnie.
Sama znów na mej wyspie samotności będę
czuję,że dla obojga nas tak będzie lepiej.
Muszę iść nie chce byś marnował ze mną swój czas swój cenny czas.
Bez pożegnania więc
Odchodzę dłużej tak nie wytrzymam
chcę być znowu szczęśliwa nie mam już sił
udawać,że coś jest między nami wybacz nie chce cię ranić zapomnij mnie
Trochę szkoda nas szkoda nas
nie ma co trwać w czymś co dawno się skończyło
już nie wróci tamten czas szczęście czeka gdzieś.Spotkamy je na swej drodze, więc bez słowa żegnam cię.
Odchodzę dłużej tak nie wytrzymam
chcę być znowu szczęśliwa nie mam już sił
udawać,że coś jest między nami wybacz nie chce cię ranić zapomnij mnie

Agacia
komentarze [2]

Konsumpcja wspomnień
wtorek, 19 czerwca 2007 00:50:27
kilka dni temu się znów odezwał. Z byle powodu. Teraz kilka razy dziennie sie odzywa, ale tylko na gg. Wczoraj przez niego nie mogłam się uczyć, bo przez ponad godzinę mi o czymś marudził.
Od kilku dni chodzę i podjadam cały czas. Doszło de tego momentu, że otwieram lodówkę a tam światło! Ugotowałam więc jajka i zrobiłam sobie z nimi kanapki. Przypomniało mi sie od razu, jak On zrobił mi nasze pierwsze śniadanie. Były to właśnie kanapki z jajkiem i pomidorem. Później była awantura, bo posypał je chilli, a ja nie lobię na ostro. I tak właśnie jadłam te kanapki, głodna jak wilk i wspominałam, a raczej konsumowałam wspomnienia... smaczne były :P chyba sobie jeszcze zrobię ;)

Agacia
komentarze [0]

brak czasu
czwartek, 31 maja 2007 14:36:14
wybaczcie mi, ale niestety ostatnio nie mam czasu :/ jestem zabiegana i zalatana w zwiazku z moja praca dyplomowa...
narazie ;)

Agacia
komentarze [0]

Zapomnę o Tobie
sobota, 12 maja 2007 17:26:50
Jedyne dziś czego pragnę,
To jak najszybciej zapomnieć o Tobie chcę,
Wymazać Cię z pamięci.
Pomiędzy nami była miłość,
Miała być wieczna,
nie przetrwała tylu złych chwil.
Teraz wiem, że nie jesteś wart
moich ciepłych słów.
Pocałunków nie jesteś wart też moich łez
Potrafię żyć bez Ciebie
Bez Twych kłamstw.
To koniec
Zapomnę o Tobie, na zawsze zapomnę
Spalę wszystkie złe wspomnienia.
I zapomnę o Tobie, na zawsze zapomnę
Wyrzucę z pamięci Twoje imię.
Za bardzo Ciebie kochałam,
Za bardzo Ci zaufałam,
Ty tak łatwo zraniłeś mnie.
Zbyt wiele łez wypłakałam,
Zbyt wiele Tobie oddałam,
Ty nie dałeś w zamian nic.
Teraz wiem, że nie jesteś wart
moich ciepłych słów.
Pocałunków nie jesteś wart też moich łez
Potrafię żyć bez Ciebie
Bez Twych kłamstw.
To koniec!
Zapomnę o Tobie, na zawsze zapomnę
Spalę wszystkie złe wspomnienia.
I zapomnę o Tobie, na zawsze zapomnę
Wyrzucę z pamięci Twoje imię.
Teraz wiem, że nie jesteś wart
moich ciepłych słów.
Pocałunków nie jesteś wart też moich łez
Potrafię żyć bez Ciebie
Bez Twych kłamstw.
To koniec!
Zapomnę, zapomnę o Tobie, na zawsze zapomnę
Spalę wszystkie złe wspomnienia.
I zapomnę o Tobie, na zawsze, zapomnę
Wyrzucę Cię z pamięci
Zapomnę o Tobie, na zawsze, zapomnę,
na zawsze, zapomnę, o Tobie,
Zapomnę o Tobie, na zawsze, zapomnę.
/Lustro/

Agacia
komentarze [2]

Lustro wspomnień tych dni...
poniedziałek, 7 maja 2007 15:16:00
Kto pozna miłość raz
A potem straci ją
Inaczej patrzy na życie
Wie dobrze co to ból
Wie dobrze co to żal
I smutne noce łez
Tęsknię i sięgam po lustro wspomnień tych dni
W których było tak dobrze nam
Słucham serca i słyszę Cię w nim
Widzę jak przytulasz mnie
Widzę jak nieśmiało dotykasz ust po raz pierwszy
Nad nami zapach szczęścia niezapomniane zdjęcia
Jesteśmy znów najpiękniejszą z par
I nikt nie zabierze nigdy nam
Lustra wspomnień tych dni tych dni
Kto wierzył w miłość raz
A potem stracił ją
Inaczej patrzy na życie
Trudno zaufać znów
Trudno zapomnieć to
Co było najpiękniejsze
Tęsknię i sięgam po lustro wspomnień tych dni
W których byłeś tak blisko mnie
Słucham serca i słyszę Cię w nim
Widzę jak przytulasz mnie
Widzę jak nieśmiało dotykasz ust po raz pierwszy
Nad nami zapach szczęścia niezapomniane zdjęcia
Jesteśmy znów najpiękniejszą z par
I nikt nie zabierze tego nam
Mimo że to koniec już
Kiedyś z tym pogodzę się
Jednak nigdy nie zapomnę ciepła Twoich ust
W lustrze wspomnień widzę Cię
W lustrze wspomnień widzę Cię
W lustrze wspomnień żegnam Cię
a ja ... widzę jak przytulasz mnie
Widzę jak przytulasz mnie
Widzę jak nieśmiało dotykasz ust po raz pierwszy
Nad nami zapach szczęścia niezapomniane zdjęcia
Jesteśmy znów najpiękniejszą z par
Widzę jak przytulasz mnie
Widzę jak nieśmiało dotykasz ust po raz pierwszy
Nad nami zapach szczęścia niezapomniane zdjęcia
Jesteśmy znów najpiękniejszą z par...
/"Lustro" - Gosia Andrzejewicz/

Agacia
komentarze [1]

Długi weekend
sobota, 28 kwietnia 2007 09:52:23
No to już mamy :0 długi weekend rozpoczęty. Wczoraj ostatnie zakupy były. Nie cierpie stać w marketach w kolejkach, bo to co się dzije to tragedia. Albo kasjerka jest wolniejsza od żółwia, albo znów ludzie płacą kartą, która nie działa, albo znów z całymi koszykami ustawiają się do "kasy szybkiej", która staje się kasą wolną :/
Można trochę pocierpieć, jak sie wie, że to tylko po to aby spędzić czas z ukochaną osobą :D Jedziemy gdzieś w jakąś dzicz, sama nie wiem gdzie dokładnie. Gdzieś chyba nad zalewem sulejowskim. Wyprawa jest ogromna: namioty, butle z gazem itp. Najgorsze dla mnie to będzie to, że tam wody bieżącej nie będzie, ani kibelka... :( a jedziemy na cały tydzień! od niedzieli do niedzieli... uhh Panowie oczywiście biorą wędki i odpowiednią literaturę, a ja chyba będę jedyną kobietą :( może później dołączy do nas żona kolegi. Mogę się założyć, że będzie bardzo wesoło i na pewno ktoś odwali jakiś numer :>

Agacia
komentarze [2]

Ostatnia lekcja "chemii"
poniedziałek, 16 kwietnia 2007 14:16:09
Już chyba wspominałam coś, że mój Ex nie może się pogodzić z faktem, że już nie jesteśmy razem. Jest z kimś i nawet ja podobno kocha całym sercem, a mnie mówi, że jednak jeszcze mnie nadal kocha...hmm... ma dwa serca?? No nie wiem tego. Czasem mam wrażenie, że chce oszukać siebie, oszukuje mnie i tamtą nową. Mieliśmy już się z sobą nie kontaktować, ale od kliku dni nalegał na rozmowę ze mną. Powiedziałam OK, tylko telefon, bo spotkanie nie wchodzi w grę.
Jego wstęp trwający godzinę zupełnie mnie zbił z tropu o czym chce rozmawiać. Jak zwykle nie wiedziałam o co mu chodzi. słuchałam dalej. W końcu udało mu się przejść do sedna. Powiedział, że musi przestać o mnie myśleć, bo nie jest wstanie skupić sie na swojej dziewczynie. Dzieje się tak, bo ona nie ma tego czegoś. Jedyną kobietą, która miała to coś to byłam, tzn nadal jestem ja. Między nami jest jakaś chemia, której on nie rozumie i nikt z jego przyjaciół, nawet jego siostra. Dlaczego?? Bo podobno mam tyle wad, że nikt by tego nie wytrzymał. Jak Go słuchałam krew się we mnie gotowała. To jest taki dziwny typ człowieka, który jedno zdarzenie uogólnia i staję się to faktem, prawdą i powszechnie występującym prawe. Jakaś paranoja!!! Paranoja, która doprowadzała mnie zawsze do szału. Oczywiście musieliśmy się pokłócić. Ponownie rozmowa skończyła się na tytułowej chemii.
Powtarzał mi, że nie jest wstanie zostawić tej nowej ponieważ takich osób sie nie zostawia! Jakich? Ano takich, które świata nie widzą poza obiektem westchnień, które są czułe i kochane itp. Nasuwa mi się tylko jedno stwierdzenie: EGOISTA! No bo jak nazwać kogoś, kto jest z kimś tylko dlatego, że ta osoba traktuje go jak bożka?? Sam mówi, że nie jest z nią szczęśliwy! Moim zdaniem On ją tylko rani! Rani postępowaniem jak i tym co mówi, a ona cierpi!
On kompletnie nie jest gotowy na nowy związek! Kompletnie! Swojego czasu mnie to wytykał, ale jednak chciał swoje bolączki przelać na mnie, bo sam sobie z tym nie radziła. Kolejnym jego argumentem jest to, że on nie ma zamiaru w samotność rozpaczać za mną. Dlaczego? No bo nie, bo to jest bezsensu i w ogóle strata czasu! Hmm... tylko mnie się zdaje, czy znów EGOISTA? No fakt! lepiej zranić inną osobę niż samemu żyć w rozpaczy!
Najlepsza była końcówka rozmowy. Powiedział mi, że jak będę chciała wrócić do niego, to abym przyszła pod jego drzwi, a on mnie zawsze wpuści. Mam się tylko nie zdziwić jeśli powie, że nie mam po co wchodzić!
Obśmiałam go, jak mi powiedział, że oświadczy sie tamtej, jak tylko zapomni o mnie! No to chyba tamta jest bardzo "szczęśliwa" od momentu kiedy usłyszała: "oświadczę Ci się jak tylko nie będę myślał o Agacie"
Ja na jej miejscu nie chciałabym być z facetem, który takie rzeczy mówi. Przecież to tak jakby powiedział, że oświadczy sie jej jak tylko myślenie o ex mu się znudzi. Współczuje im obojgu: jej, że ma faceta, którego nie ma oraz jemu, że nie wie czego chce. Żal mi tej kobiety. Zakochała się, a on się nią bawi i rani, bo nie potrafi doprowadzić siebie do porządku.
Ja po prostu nie rozumiem tego wszystkiego!! Może teraz jak się nie będziemy w ogóle ze sobą kontaktować (zobaczymy jak długo) to może on znormalnieje.

Agacia
komentarze [2]